Bałkany 2014

Chorwacja


zapomniana droga w Bośni i Hercegowinie

Przygotowania

O powrocie na Bałkany myślałem od dawna. Jechałem przez Bałkany równo 10 lat temu i bardzo dobrze wspominam tamtą podróż. Razem z Romanem odwiedziliśmy wtedy wiele ciekawych miejsc, przejechaliśmy wiele malowniczych dróg, ale jeszcze więcej miejsc i dróg ominęliśmy. Szczególnie Albanii nie mogłem sobie odżałować. Lata leciały, czasy się zmieniały, dzika Albania zaczęła się cywilizować. Coraz częściej docierały do mnie informacje o nowych asfaltowych drogach, o rozbieranych bunkrach, o budowanych hotelach. Albania znika w oczach. Trzeba się spieszyć, żeby ją zobaczyć zanim zniknie zupełnie. Chcę zobaczyć Albanię zanim pokryją ją siatką asfaltów i zanim stanie się celem autokarowych wycieczek. Ale nie tylko Albania ma zapomniane, szutrowe drogi. Ślęcząc godzinami nad zdjęciami satelitarnymi zacząłem odkrywać zapomniane drogi we wszystkich państwach byłej Jugosławii. I tak zaczął mi w głowie kiełkować pomysł na kolejną podróż: Bałkany off-road. Będzie ciężko, będzie pchanie obładowanych rowerów po kamieniach, ale będzie też tak pięknie, jak to tylko możliwe.

Z kim jechać w taką podróż? Większość rowerowych podróżników postukałaby się w głowę. Ja też jeszcze kilka lat temu zrobiłbym podobnie. Myślałem wtedy odległościami. Chciałem jechać daleko, wykręcić jakąś tam średnią dzienną. Ale czy naprawdę kilometry są tak ważne? Tym razem chcę przejechać mało, ale takimi drogami, którymi nikt nie jeździ. Na szczęście kompana do takiej podróży nie musiałem szukać. Grażynka bardzo nie lubi asfaltowych dróg i chętnie w ogóle by na nie nie wjeżdżała. A więc mój pomysł na Bałkany off-road chwycił. Przygotowania idą pełną parą. Zmieniamy rowery. Sztywnym trekingiem nie pojadę przecież w taką podróż. Kupuję całkiem niezłego, chociaż używanego górala. Grażynka tuż przed wyjazdem kupuje zupełnie nowy, piękny rower na modnych ostatnio kołach 27,5". Trochę się obawiam tego sprzętu. Nietypowe koła, hydraulika, tarcze. Gdzie to naprawić w razie awarii? Decyzja jednak zapada. Jak ma być off-road, to musi być odpowiedni rower.


nasze rowery mokną w albańskiej wiosce Theth

Kolejna zmiana to mapy. Papierowe, dostępne w księgarniach okazują się niewystarczające. Wielu dróg, którymi chcę pojechać po prostu na nich nie ma. Pozostaje nawigacja gps. Uczę się nowego sposobu orientacji w terenie. Liczę ile mój telefon jest w stanie wytrzymać bez ładowania. W podróż zabieram rekordową jak dotąd ilość elektroniki i baterii. Uzależnienie od energii elektrycznej staje się poważnym problemem. Nawet nowo zakupiony aparat fotograficzny potrzebuje więcej prądu niż poprzedni i zamiast jednej baterii, muszę zabrać sześć. Do dwóch najważniejszych spraw na wyprawie, czyli co jeść i gdzie spać dochodzi trzecia: gdzie się naładować?

Chorwacja


Baška Voda, w tle masyw Biokovo

Pomysłów na trasę i miejsce startu mamy kilka. W końcu ustalamy, że jedziemy autokarem do Chorwacji i wracamy autokarem z Macedonii. Kupujemy bilety i od tej pory nie ma już wyjścia. Żadne informacje o ulewnych deszczach i powodziach na Bałkanach nie mogą nas już powstrzymać. Pod koniec sierpnia turystyczny autokar gubi nas przy drodze w Baška Voda, małym miasteczku leżącym na Makarskiej Rivierze. Piękne plaże i czysta woda przyciągają tu tłumy wczasowiczów. Dla nas ma być to tylko miejsce, w którym złożymy rowery i pojedziemy w głąb lądu, ale pierwszego dnia robimy sobie wolne i zjeżdżamy na plażę. Pluskamy się w morzu i grzejemy w słońcu. Jak tu ruszać w podróż? Znad morza wygania nas dopiero wieczór i... ogromna, burzowa chmura, która nadciąga od strony wody. Plażowicze uciekają, my dosiadamy rowerów i wspinamy się w górę. Objeżdżamy masyw Biokovo przez przełęcz Dupci. Nawałnica dopada nas tuż przed końcem podjazdu. Na samej przełęczy znajdują się jakieś opuszczone zabudowania i niespodziewanie stają się miejscem na nasz pierwszy nocleg. Stawiamy namiot w uliczce między domami. Uliczka jest tak wąska, że zajmujemy całą szerokość, ale to bez znaczenia. I tak nikogo tu nie ma.

nadciąga burza
nocleg na przełęczy Dupci

Następnego dnia nie ma śladu po wczorajszej burzy. Znów jest upalnie, a morze błyszczy w promieniach słońca. Pamiętam, że byłem już na tej przełęczy. Dokładnie 10 lat temu razem z Romanem zrobiliśmy ten sam podjazd, a na przełęczy skręciliśmy w lewo, w stronę rzeki Cetina. Dziś skręcamy w drugą stronę i jedziemy skrajem masywu Biokovo. Asfaltowa droga prowadzi łagodnie w dół, ale jedziemy nią tylko kilka kilometrów, po czym odbijamy w prawo. W teorii jest to po prostu skrót przez góry, ale skrót jak to skrót, chociaż krótszy, to jedzie się nim dłużej niż dookoła. Na początku mamy asfaltowy podjazd z rozległymi widokami, potem zjazd do malutkiej, ale uroczej wioski Ursići. Dalej droga zmienia się w szutrową i prowadzi przez kamienisty płaskowyż, na którym wydzielono malutkie poletka odgrodzone od świata kamiennymi murami. To pierwsza droga, której nie ma na papierowej mapie. Będzie ich jeszcze wiele.


skrót przez wioskę Ursići

Wyjeżdżamy na jakieś boczne, asfaltowe drogi. Ruch samochodowy panuje na nich zerowy. Wszyscy trzymają się lecącej doliną autostrady. Jedziemy powoli, co chwilę robiąc postój na delektowanie się figami lub winogronem. U nas takie rarytasy przy drogach nie rosną. Ciągniemy w stronę krasowych jezior, których kilka znajduje się w rejonie miasteczka Imotski. Na początek zachwycamy się malutkim jeziorkiem Galipovac ukrytym w cieniu znacznie większego, ale płytkiego Lokvičići. To jednak jeszcze nie jest to. Dwa najpiękniejsze zapadliskowe jeziora w okolicy to Crveno Jezero i leżące dwa kilometry dalej Modro Jezero.


w stronę krasowych jezior

Żeby dojechać do Crveno Jezero musimy zjechać w dolinę i wjechać na jej przeciwległe zbocze. Od niedawna prowadzi tam całkiem nowa, asfaltowa droga, ale my odnajdujemy tą starą, szutrową, o wiele piękniejszą. Zaczyna się w środku wioski i wygląda jakby prowadziła na czyjeś podwórko. Ale na podwórku droga się nie kończy, tylko prowadzi dalej w górę. Robi się bardzo malowniczo. Podjeżdżamy wolno drogą, która wkrótce przestanie istnieć. Przestanie, bo kto niby chciałby nią jeździć, skoro tuż obok jest piękny asfalcik?


stara droga do Crveno Jezero

Docieramy do jeziora Crveno. To niesamowite, olbrzymie zapadlisko o pionowych, czerwonych ścianach. Właśnie od koloru tych skał jezioro otrzymało swoją nazwę. Głębokość tej dziury w ziemi to ponad 500 metrów, z czego ok. 200 metrów jest zalanych wodami jeziora. Zejścia na dół nie ma, ale za to asfaltowa droga do Imotski prowadzi nad samą krawędzią przepaści.


Crveno Jezero

Następne jezioro, Modro, znajduje się w samym mieście. Jest bardzo podobne do jeziora Crveno, ale zbocza zapadliska nie są już tak pionowe. W 1907 roku zbudowano nawet ścieżkę schodzącą w dół. Dzięki temu jezioro stało się bardzo fajnym kąpieliskiem. Poziom wody jeziora jest zmienny. Czasem jezioro ma 100 metrów głębokości, a czasami wysycha nawet do zera. Wtedy na piaszczystym dnie wytyczane jest boisko i są tam rozgrywane mecze piłki nożnej. W dniu, w którym my tam dotarliśmy, wody było bardzo mało. Ścieżka kończyła się wysoko ponad taflą jeziora i końcówkę trzeba było schodzić po skałach.


Modro Jezero