Otwarcie mostu w Siekierkach

sierpień 2012
dystans wycieczki: 220 km

Całkiem niedawno w lokalnej prasie pojawiła się informacja, że stary most kolejowy w Siekierkach został otwarty dla ruchu pieszego. To sensacyjna wiadomość, gdyż zamknięto go prawie 70 lat temu. Od tamtej pory nie przejechał nim żaden pociąg. Po niemieckiej stronie nawet tory zdążyli już zwinąć i zamienić na ścieżkę rowerową, po polskiej po prostu zarosły trawą. Ale most ciągle stoi i trzyma się świetnie. Skoro został otwarty, to trzeba pojechać i go obejrzeć.

Nie tylko ja wpadłem na ten pomysł. Na forum Rowerowego Szczecina skrzyknęła się pokaźna grupa rowerzystów wybierających się na most. Pojechałbym z nimi, ale termin zupełnie mi nie odpowiadał. Zaplanowałem więc wyjazd kilka dni po nich.

Szczecińscy rowerzyści pojechali w minioną środę i zastali most... zamknięty! A więc to jakiś blef z tym otwarciem. Zamiast mostem, przeprawili się promem w Gozdowicach. Mając tak dokładne i świeże dane na temat mostu, szybko skorygowałem plan wycieczki i też poprowadziłem ją przez Gozdowice.

A więc ruszamy. Jedziemy we dwóch, ja i Saint. Na początek Puszcza Bukowa. A co, kto powiedział, że musimy tam jechać najkrótszą drogą? Trasa przez Bukową i dalej przez pojezierze Myśliborskie jest dużo ciekawsza.

Brukowana droga z Binowa do Żelisławca.

Malownicza żużlówka z Żelisławca do Drzenina.

Drogi, którymi jedziemy znam dobrze. Jeździłem nimi wielokrotnie i zawsze mi się podobały. Szczególnie ta droga do Drzenina i dalej asfaltem do Sobieradza nie ma sobie równych. Z Sobieradza do Borzymia był kiedyś piękny skrót polnymi drogami, ale z powodu budowy drogi S3, wszystko uległo zmianie. Jedziemy więc okrężną drogą przez Chwarstnicę. Dalej jedziemy starą, zniszczoną asfaltówką do Rożnowa. Ta droga popada w ruinę coraz bardziej. Jeszcze trochę i stanie się całkiem nieprzejezdna.

Zapowiadali na dziś upał, ale jak na razie jedzie się całkiem przyjemnie. Słońce chowa się za cienką warstwą chmur i żadnego upału nie ma. Kierujemy się teraz w stronę Bani. Mijamy Lubanowo, a tam... niespodzianka! Nowa ścieżka rowerowa wzdłuż drogi. Prowadzi śladem dawnej linii kolejowej. Oczywiście wskakujemy na nią. Asfalcik jest równy, więc jedzie się tędy naprawdę dobrze. To kolejna ścieżka rowerowa zbudowana na miejscu dawnego toru. Może kiedyś i kolejka Randowska, którą jechałem ostatnio zostanie przerobiona na coś takiego?

Ścieżka rowerowa do Bani i Swobnicy poprowadzona śladem dawnej linii kolejowej.

Ścieżką jedziemy aż do jej końca, do Swobnicy. O ile samą ścieżką jestem zachwycony, to jej zakończenie jest... No sami zobaczcie!

Koniec ścieżki rowerowej w Swobnicy.

Zamiast zjazdu na którąś z ulic, mamy wjazd na stary nasyp kolejowy i nagle... koniec. Przed nami przepaść wysoka na kilka metrów. Co dalej? Mamy odfrunąć? A może zamierzają tam estakadę nad wioską budować? To jednak takie typowo polskie. Nawet najlepszą rzecz muszą schrzanić.

Jedziemy dalej na południe. Mijamy Trzcińsko Zdrój i Mieszkowice. Stąd pustą drogą zjeżdżamy nad samą Odrę, do Gozdowic. Mamy szczęście. Prom czeka już tylko na nas i po chwili jesteśmy w Niemczech.

Bocznokołowy prom w Gozdowicach.

Zawracamy na północ. Jedziemy słynną trasą rowerową Odra-Nysa. Przeważnie biegnie ona wałami przeciwpowodziowymi. Nawierzchnią oczywiście jest równiutki, niemiecki asfalt.

Ścieżka rowerowa Odra-Nysa.

Dojeżdżamy do celu naszej wycieczki, czyli mostu kolejowego w Siekierkach. Rzeczywiście jest zamknięty. Na bramie wiszą cztery nowe kłódki! Mam wrażenie, że to całe otwarcie to było prywatne przedsięwzięcie jakichś nieznanych osobników. Coś mi nawet podpowiada, że może to byli Polacy?

Most kolejowy w Siekierkach.

Cztery nowe kłódki ponownie zamknęły most w Siekierkach.

Jedziemy dalej ścieżką Odra-Nysa. Co kawałek błądzimy, bo ścieżka jest zamknięta, a objazdy słabiutko oznaczone. Nadrabiamy przez to trochę kilometrów.

Na brak sił nie narzekam. Kondycję mam świetną. na liczniku wybija dwusetny kilometr, a ja bez problemu mogę rozbujać się do ponad 30 km/h. I to wszystko na góralu z terenowymi oponami. Ostatnio tak bardzo na ten rower narzekałem, szczególnie na ciągle złażącą korbę. Pewnego dnia zamiast dokręcać śrubę, przywaliłem w nią solidnym młotkiem. Od tej pory siedzi jak przyspawana :)

Do domu wróciłem już po zmierzchu. Cała trasa zajęła nam 14 godzin. Jechało się świetnie. Za tydzień rusza maraton rowerowy ze Świnoujścia do Ustrzyk Górnych. 1008 km w czasie maksymalnie 72 godzin. Szkoda, że na niego nie jadę, bo czuję, że dałbym radę. Dawno nie miałem tak dobrej kondycji.

Zachód słońca nad drogą w pobliżu Rossow.

Route 3 419 329 - powered by www.bikemap.net