Śladem kolejki Randowskiej


O istnieniu czegoś takiego, jak Kolejka Randowska dowiedziałem się stosunkowo niedawno. Pierwsze informacje zaczęły do mnie docierać w ubiegłym roku, gdy na trasach moich rowerowych wycieczek tu i tam pojawiały się ślady po zlikwidowanym torowisku. Tu jakiś dworzec, tam nasyp. Oczywiście wszystko po stronie niemieckiej, u nas żadnych pamiątek nie ma. Czy aby na pewno nie ma? Zacząłem grzebać po internecie i dziś już wiem co to była za linia i którędy prowadziła. Tak zrodził się pomysł na wycieczkę rowerową: przejechać się trasą dawnej kolejki. Całą trasą, o ile jeszcze istnieje.

Kolejka Randowska zaczęła powstawać w 1894 roku i połączyła Stobno (przez które biegła linia kolejowa do Szczecina) z Glashütte. Początkowo była to kolej wąskotorowa, ale już w 1905 roku przebudowano ją do normalnotorowej i wydłużono do Nowego Warpna. Całość liczyła 50 km. Kolejka Randowska działała dzielnie aż do 1945 roku. Po wojnie trasa została przecięta granicą Polsko-NRDowską, co całkowicie wyeliminowało ją z użycia. Tory zostały rozebrane i wywiezione przez Rosjan.

To tyle z historii. Razem z Grażynką wsiadamy na rowery i jedziemy zobaczyć jak dziś wygląda trasa kolejki. Zaczynamy oczywiście w Stobnie. Tu jeszcze jest nawet kawałek toru, który służył jako bocznica do stacji paliw. Nie da się tędy przejechać, więc jedziemy normalną drogą do Dołuj. Dalej toru już nie ma, a trasę kolejki znaczy tylko pas krzaków. A więc do Wąwelnicy znów asfalt. Tam zjeżdżamy na polną drogę, która wkrótce zaczyna pokrywać się z dawnym torem.

Mostek kolejowy przed Dobrą.

Dobra w ostatnich latach bardzo się rozbudowała i po kolejce nie ma nawet śladu. Tam, gdzie dawniej biegł tor, dziś jest piękna ulica. Kawałek dalej zaczyna się nowa, piękna ścieżka rowerowa. To jedna z lepszych rowerowych inwestycji w okolicach Szczecina. Ciekawe ile osób wie, że prowadzi dokładnie śladem Kolejki Randowskiej?

Ścieżka rowerowa z Dobrej donikąd.

Ścieżka kończy się niestety gdzieś między wioskami. Szkoda, że nie przedłożono jej dalej, do Rzędzin i Stolca. Dalej musimy jechać polami.

Ślad Kolejki Randowskiej przed Rzędzinami.

To najbardziej zarośnięty fragment trasy, tuż przed Stolcem.

Pałac w Stolcu, dawniej własność Hansa Lenza, jedynego prywatnego udziałowca kolejki Randowskiej. Zwano go „królem kolejki”.

Tu podroż się urwała. Nasyp prowadzący w stronę granicy był bardzo dobrze widoczny, ale tak zarośnięty, że zrezygnowaliśmy z przedzierania się nim. Po krótkim popasie przy tutejszym sklepie, pojechaliśmy dobrze nam znaną drogą wokół jeziora Thursee. Kilka kilometrów dalej znów wjechaliśmy na trasę kolejki. W Glashütte zachował się budynek stacyjny. Dziś służy za domek letniskowy, ale dzięki temu jest dobrze utrzymany.

Stacja Kolejki Randowskiej w Glashütte.

Dalej tory kolejki prowadziły przez pola i lasy do Hintersee. My jedziemy równoległą asfaltową drogą. W Hintersee zaczyna się najciekawszy odcinek trasy. W 1993 roku powstał tu szlak rowerowy wytyczony dokładnie śladem dawnej kolejki. Przy szlaku postawiono ponownie znaki kolejowe, a dawne stacyjki oznaczono odpowiednimi tablicami. Jadąc tym szlakiem można poczuć się, jakby jechało się pociągiem.

Stacja kolejowa w Hintersee.

Tędy dawniej jeździł pociąg.

A tu była stacja kolejowa w Rieth.

W Rieth porzuciliśmy trasę kolejki, by nieco odpocząć nad brzegiem jeziora Nowowarpieńskiego. Dzień powoli się kończył, więc zrezygnowaliśmy z szukania trasy do Nowego Warpna. Wiem, że jest przejezdna. Niedawno nawet wyremontowano mostek na rzeczce Myśliborce, będący pozostałością po kolejce. Ten ostatni odcinek musi jednak poczekać na inną wycieczkę. Dziś czas na powrót do domu.

Na przystani w Rieth.

dystans wycieczki: 106 km