Dookoła Zalewu Szczecińskiego 2016


Zalew Szczeciński to spory obszar wodny znajdujący się między ujściem Odry a morzem. Trudno nazwać ten akwen deltą Odry, gdyż sama rzeka przepływając tamtędy nie ma wyraźnego nurtu, a ruchy wody zależne są od wiatru, a nie od prądu rzeki. Nie jest to też zatoka morska, bo od samego morza Zalew Szczeciński oddzielają dwie duże wyspy (i cała masa mniejszych), a z morzem łączą go trzy różne rzeki. Zresztą przy silnym, północnym wietrze, woda w tych rzekach płynie w drugą stronę. A więc czym jest Zalew Szczeciński? Znawcy określają go jako... lagunę! Mi tam laguny kojarzą się z innymi, znacznie przyjemniejszymi miejscami na ziemi. Ale niech już będzie. Mamy pod Szczecinem lagunę.

Zalew Szczeciński wcale nie jest taki mały. Jego długość to ok. 30 km, a szerokość aż 70 km. Jest za to dość płytki. Przeważnie nie przekracza 4-5 metrów głębokości. Jedynie sztucznie pogłębiany kanał żeglugowy do Szczecina ma ponad 10 metrów. Duże jednostki po zalewie raczej sobie nie popływają, ale tych mniejszych w pogodne dni jest zatrzęsienie.

Dla szczecińskich rowerzystów zalew od zawsze był wyzwaniem. Szosowa pętla wokół zalewu ma 250 km. To idealny dystans na jednodniowy wypad. Nie za krótki, by nazwać go tylko przejażdżką i wystarczająco długi, by przejazd zajął cały dzień. Ja sam taką pętlę zrobiłem już dwukrotnie. Pierwszy raz na maratonie rowerowym w Świnoujściu, drugi już tylko dla przyjemności. Szosowa pętla ma jednak jedną, poważną wadę: z asfaltowej drogi w ogóle nie widać zalewu! Jeśli chce się zobaczyć wokół czego się jedzie, trzeba odbić na szutrówki i gruntówki.

Zbliżenie się z trasą do brzegu wcale nie powoduje zmniejszenia dystansu. Niedawno wytyczony został oficjalny szlak rowerowy wokół Zalewu Szczecińskiego R-66 i liczy on prawie 280 km. Ten szlak jest trochę dziwny. Rzeczywiście prowadzi bliżej brzegu, ale brakuje w nim konsekwencji. A może twórcy szlaku sami nie wiedzą którędy on prowadzi? Bazując na powyższej mapie okazuje się, że szlak całkowicie odpuszcza sobie brzeg zalewu między Trzebieżą a Nowym Warpnem. Dlaczego? No i czy naprawdę odpuszcza? Studiując inne mapki okazuje się, że szlak R-66 ma zupełnie inny przebieg. O, np. na tej mapie szlak R-66 pojawia się w Trzebieży. Nie rozumiem idei powstania tego szlaku. Jak zresztą i innych szlaków "rowerowych". Nigdy do niczego mi się nie przydały. Przeważnie są zbyt terenowe dla roweru szosowego i zbyt szosowe dla roweru górskiego. Zresztą zwykle są kiepsko oznaczone w terenie. Ten R-66 to już w ogóle oznaczony jest szczątkowo i nie można na nim polegać. Pozostaje własna nawigacja. A z własną nawigacją nie potrzeba przecież żadnych oficjalnych szlaków.

Z roku na rok ilość rowerzystów pokonujących większe dystanse rośnie lawinowo. Rośnie też ilość osób okrążających zalew. Jeżdżą pojedynczo i w grupach. W 2011 roku Szczeciński Klub Rowerowy "Gryfus" rozpoczął organizowanie wspólnego objazdu Zalewu Szczecińskiego. Trasę podzieloną na dwa dni w pierwszej edycji pokonały tylko trzy osoby. W 2016 roku w imprezie brało udział ok. 300 rowerzystów! To już chyba przesada. Zdecydowanie wolę bardziej kameralne wyjazdy.

Pod koniec lata 2016 roku postanowiłem po raz trzeci okrążyć zalew. Tym razem jednak turystycznie, z namiotem, zwiedzaniem, ze zdjęciami. Trasę wytyczyłem sam. Na wielu odcinkach pokrywa się z oficjalnym szlakiem wokół zalewu, ale to tylko przypadek. Nie sugerowałem się nim. Moja pętla wyniosła 290 km i podzieliłem ją na trzy dni. Prowadzi tak blisko brzegu, jak to tylko możliwe.

W drogę ruszyliśmy tylko we dwoje, ja i Grażynka. Zaczęliśmy w centrum Szczecina, skąd pojechaliśmy zieloną osią miasta w stronę Głębokiego, a potem Tanowa. Tam odbiliśmy w lasy, by dotrzeć do Trzebieży, największego polskiego portu nad Zalewem Szczecińskim, położonego w miejscu ujścia Odry do zalewu. To taka brama na zalew i prawdziwy początek naszej trasy. Stamtąd ruszyliśmy na zachód, częściowo lasami, częściowo asfaltem, by po odwiedzeniu kilku mało znanych plażyczek dotrzeć do Nowego Warpna. Następnie przekroczyliśmy granicę i w Rieth zostaliśmy na noc.

Drugi dzień podróży to niemiecka część zalewu. Pojechaliśmy przez zachwycające Ueckermünde, miasteczko związane z zalewem jak żadne inne, potem wokół torfowisk Anklamer będących ostoją kormoranów i innego ptactwa, przeprawiliśmy się promem w Kamp na wyspę Uznam, by malowniczymi, asfaltowymi drogami dojechać do Kamminke, pięknie położonej wsi, z widokiem na zalew. Potem kolejnym promem dostaliśmy się na wyspę Wolin i później mostem na Karsibór. Tam udaliśmy się na sam koniec wyspy, w miejsce gdzie zaczyna się Przekop Piastowski, czyli żeglowny kanał łączący zalew z rzeką Świną i dalej ze Świnoujściem. Następnie tą samą drogą wróciliśmy na wyspę Wolin i nocleg znaleźliśmy obok wioski Wicko.

Ostatni dzień wycieczki prowadził pieszym szlakiem wzdłuż północnego brzegu zalewu do Wolina, następnie drogą do Skoszewa i wałem przeciwpowodziowym wzdłuż samego brzegu. Chcieliśmy dojechać nim aż do Czarnocina, gdzie znów zaczyna się normalna droga, ale gwałtowna zmiana pogody, czyli deszcz i wiatr wygoniły nas na łąki, na drogi o trochę lepszej przejezdności. Dziś żałuję, że nie pociągnęliśmy dalej wałami, bo bez tego odcinka i bez Czarnocina objazd zalewu nie jest "pełen". Ostatnią miejscowością nad Zalewem Szczecińskim była Stepnica. Za nią niestety trzeba odbijać na asfaltową drogę. Powodem jest brak przeprawy przez rzekę Krępa w pobliżu Świętej. Kiedyś był w tym miejscu most, ale gdzieś tak w pierwszych latach tego stulecia zainteresowali się nim złomiarze i po prostu go ukradli. Do dziś nikt go nie odbudował. Powrót do Szczecina już tradycyjnie przez łąki w okolicy Komarowa i asfaltem przez Lubczynę i Pucice.

Poniżej znajduje się galeria zdjęć z wyjazdu. Znajdziecie w niej więcej informacji o ciekawych miejscach na trasie. Są też ceny promów i to nie tylko tych, z których korzystaliśmy. Przy każdym zdjęciu wpisałem kilometr trasy, na którym zdjęcie zostało zrobione. Zamieszczona jeszcze niżej mapa również ma podany kilometraż. powinno to ułatwić umiejscowienie zdjęcia w terenie.