Harpagan 26
Harpagan 26

Wierzcie mi, nie każdy Harpagan jest taki sam. Bywają łatwiejsze i trudniejsze. Czasem punkty są tak rozmieszczone, że odnaleźć je może tylko dobry orientalista, a czasem nikt nie ma z tym problemów. Bywały edycje, w których 200 km potrzebne do zaliczenia wszystkiego to tylko pobożne życzenie organizatorów, a bywały takie, w których było to realne. Czasem Harpagan rozgrywany jest w trudnym, piaszczystym terenie, a czasem wręcz przeciwnie, drogi są twarde i równe. Wierzcie mi, czasem łatwiej jest zdobyć tytuł, czasem trudniej. Ten Harpagan należał właśnie do tych prostszych, który można było ukończyć i czterem osobom to się udało. A ja mogłem być wśród nich.

Jestem zły na siebie. Jeszcze nigdy, na żadnym Harpaganie nie miałem takiej kondycji i tyle sił. Szło mi naprawdę świetnie. Przez prawie połowę trasy przewijałem się razem z trzema z tych zwycięzców, później niestety odpadłem. Kryzys miałem malutki i szybko sobie z nim poradziłem. Nawet jadąc dalej samotnie, nadal miałem szansę na tytuł. Aż do chwili, gdy zrobiłem dwa błędy.

Najpierw, przed PK16 pojechałem drogą, której nie miałem na mapie. Zanim zorientowałem się, gdzie właściwie jestem i zanim odnalazłem punkt, straciłem prawie poł godziny. Te poł godziny, to było dokładnie tyle, ile mi później brakowało do zaliczenia wszystkiego. Jakbym nie liczył, jakbym się nie sprężał, to wciąż wychodziło mi, że jeden punkt będę musiał sobie darować. Mimo to nadal zaliczałem wszystko po kolei, nie zważając na jakieś tam punkty wagowe. Może jeszcze nadrobię te stratę? Nie dałem rady. Na PK12 mam już tylko godzinę czasu. Akurat tyle, by dotrzeć do mety zaliczając po drodze PK3. Trudno, 19 punktow, to też niezły wynik.

I wtedy robię drugi błąd. Kieruję się do wsi Bartel i gdy na kamiennym słupku widzę napis Wojtal, jadę tam. Jak mogłem zrobić coś takiego? Jak można pomylić Bartel z Wojtalem? Las jest jednostajny i nie ma żadnych miejsc, w których mógłbym określić swoje położenie. Niepokojące jest tylko to, że jadę przez niego już z 10 minut za długo. Przecież dokładnie wyliczyłem sobie, kiedy dojadę do wioski. Trafiam w końcu na mostek nad kanałem Wdy i nie mogę uwierzyć w to, co zrobiłem. Jestem 2 km od PK13, a przecież nie miałem już czasu na zaliczanie go! Jestem załamany i wkurzony. Nadal mam godzinę do mety, a czasu już dużo mniej! Tnę lasami, byle jak najmniej sie spóźnić, ale mój wynik jest przesądzony. PK3 takze mijam w odleglosci 2 km. Czuję się tak, jakbym oba te punkty zaliczył. Niechcąco objechałem cala trasę, tylko nie zmieściłem sie w czasie! Otarłem się o tytuł, byłem tak blisko!

Coś we mnie pękło. Harpagan przestał być dla mnie imprezą towarzyską. Teraz liczy się tylko tytuł. Jeśli jeszcze kiedyś zdecyduję się wystartować, to tylko po to, by walczyc o zwycięstwo. Jeśli uznam, że jestem za słaby, to nie pojadę wcale. To już ponad doba od zakończenia wyścigu, a ja nadal czuję złość. Być może była to moja jedyna szansa, a ja tak ją zaprzepaściłem. Eeeech...



Kolejność zaliczania PK: START - 1 - 4 - 7 - 10 - 17 - 9 - 19 - 11 - 16 - 5 - 18 - 15 - 6 - 2 - 8 - 20 - 14 - 12 - prawie 13 - prawie 3 - META
W sumie przejechalem 214 km w czasie 12h 35' (10h 30' czystej jazdy). Po odliczeniu punktów za spóźnienie wystarczyło ich na zajęcie zaledwie 165 miejsca.

H26 - trasa przejazdu