NAJNOWSZE WPISY:
29.05.2016
Zamki Dolnego Śląska


Lubię zamki. jest coś magicznego w tych starych, zniszczonych, często nieotynkowanych murach. Większe wrażenie robią na mnie ruiny zamków niż pięknie odrestaurowane rezydencje. Chociaż te ostatnie też mają swój urok. Są w Europie miejsca, które wręcz kojarzą się z zamkami. Jest nią słynna dolina Loary we Francji, gdzie samych zamków jest pewnie z setka, a razem z pałacami będzie nawet 300 średniowiecznych i renesansowych budowli. Z zamkami kojarzy się też Anglia, chociaż wcale nie ma ich rekordowo dużo. Nie trzeba jednak jechać aż tak daleko, by nasycić się starymi zamkami. W Polsce, na Dolnym Śląsku też wznosi się ich ponad 100! Żeby objechać je wszystkie rowerem, potrzeba długiej, wielotygodniowej wyprawy. My mamy tylko 5 dni. Mało, ale kilka ciekawych warowni można w tym czasie zobaczyć.

czytaj dalej >>>
25.01.2016
Macedonia


Nasza rowerowa włóczęga przez Bałkany powoli dobiega końca. Pozostała nam już tylko Macedonia, a dokładniej przejazd do Skopje, skąd ma nas zabrać powrotny autokar. Za bardzo nie wiemy czego możemy spodziewać się w Macedonii. W mediach poczytać można o problemach z nazwą tego państwa i jego największym bohaterze, Aleksandrze Wielkim. Powodem problemów są Grecy, którzy twierdzą że Aleksander był Grekiem, a Macedonia to nazwa greckiej prowincji. Macedończycy uważają oczywiście inaczej i na złość Grekom gdzie się tylko da stawiają pomniki upamiętniające swojego herosa. My nie zamierzamy rozstrzygać ich sporu, chcemy tylko zobaczyć kawałek tego słabo znanego państwa, wybierając boczne i mało uczęszczane drogi. Czas nas goni, więc siłą rzeczy największe atrakcje Macedonii musimy ominąć. Nie zobaczymy jeziora Ochrydzkiego i jego okolic. W ogóle nie ruszymy na południe. Musimy skupić się na małym, północno-zachodnim skrawku państwa. Mamy jednak szczęście, bo właśnie tutaj leży niezwykły Park Narodowy Mavrovo.

czytaj dalej >>>
04.01.2016
Albania, wzdłuż Drinu


Drin jest najważniejszą rzeką północnej Albanii. Jego źródeł można szukać w Kosowie (Biały Drin) lub w Macedonii (Czarny Drin). Obie rzeki łączą się w pobliżu Kukës i pod wspólną nazwą Drin płyną w kierunku Szkodry. Przez wieki Drin był rwącą rzeką przedzierającą się przez góry głębokimi dolinami. Wszystko zmieniło się w latach 60. XX wieku. Podjęto wtedy decyzję o budowie systemu hydroelektrowni, które miały uniezależnić Albanię od dostaw prądu z zagranicy. Plan się powiódł. Górski odcinek Drinu przecięły dwie zapory, które nawet dzisiaj dostarczają 90% energii elektrycznej zużywanej w Albanii. Zapory nie są największe, ani najwyższe, ale do zapewnienia odpowiedniej mocy elektrowniom wcale nie musiały takie być. Wody rzeki zostały zamknięte w wąskie i kręte jeziora, ale za to długie na kilkadziesiąt kilometrów. Efektem ubocznym budowy zapór było całkowite zniszczenie głównych dróg w tym rejonie.

czytaj dalej >>>
14.12.2015
Albania, Góry Przeklęte


Kolejny poranek w wynajętym domku nad jeziorem Plavsko. Poprzedni dzień minął nam na patrzeniu jak pada deszcz. Nawet próbowaliśmy wyjechać, ale zdążyliśmy się tylko spakować, a potem patrzyliśmy jak krople deszczu rozbijają się o sakwy. Dopiero pod wieczór udało się zrobić mały spacer do miasta. Czy dziś będzie podobnie? Zanim podniosę się z łóżka uważnie nasłuchuję odgłosów z zewnątrz. Cisza. Nawet przemoczony kot, z którym zdążyliśmy się zaprzyjaźnić nie miauczy błagalnie, by wpuścić go do środka. Czyżby przestało padać? Wychodzę na taras. Świat się odmienił i nabrał kolorów. Nie tracimy ani chwili. Po całym dniu lenistwa pcha nas w drogę. Przed nami przecież Albania, kraj, na który czekamy od początku tej podróży.

czytaj dalej >>>
05.12.2015
Dubrownik i Czarnogóra


Po raz drugi na tej wyprawie wjeżdżamy do Chorwacji. Chcemy odwiedzić Dubrownik, najpiękniejsze miasto w tej części świata. Mówcie sobie, co chcecie. Że tłum. Że komercja. Że ceny z kosmosu. Dubrownik jest najpiękniejszy i na przekór wszystkiemu i tak warto go zobaczyć. Zjeżdżamy do niego prosto z gór. Podziwiamy Dubrownik już z daleka, pod wieczór, gdy niebo staje się coraz ciemniejsze, gdy coraz trudniej odróżnić je od wody, a miasto zamienia się w wyspę świateł. Następnego ranka, stojąc dokładnie w tym samym miejscu mamy zupełnie inny widok. Patrzymy na czerwone dachy i bezkresne, błękitne morze, na którym połyskują większe i mniejsze łódeczki. Widzimy nawet grupki kajakarzy opływających miasto i znikających za wyspą Lokrum. Jeszcze chwila i przekraczamy bramy Dubrownika.

czytaj dalej >>>
29.11.2015
Bośnia i Hercegowina


Na jakiś czas żegnamy się z Chorwacją. Ostatnią noc spędzamy wśród pól. Na wyciągnięcie ręki mamy winogrona, melony i arbuzy. Z samego rana ruszamy w trasę i chwilę później przekraczamy granicę z Bośnią i Hercegowiną. To taki dziwny kraj. Został stworzony sztucznie z dwóch różnych narodów i dwóch zupełnie odmiennych kultur i religii. Jak oni tu się dogadują? Nie dogadują się. Chrześcijanie i muzułmanie żyją obok siebie, ale wieść niesie, że w każdym domu można znaleźć broń. Tolerują się, ale to, co popchnęło ich do wojny w 1992 roku nadal jest obecne. Bośnia i Hercegowina to naprawdę dziwny kraj. Kraj z olbrzymim bezrobociem i przerośniętą do granic możliwości administracją. Kraj zaminowany wzdłuż i wszerz. Na rozminowanie oczywiście brakuje pieniędzy. Tuż przed naszym przyjazdem Bośnię nawiedziła ogromna powódź. Zalała domy, drogi i co gorsze, przesunęła wiele ukrytych w ziemi min. To wszystko działo się jednak na północy i w centrum kraju. Nasza trasa prowadzi przez południowy skrawek państwa, czyli tylko przez Hercegowinę. Nie powinniśmy mieć kłopotu z minami.

czytaj dalej >>>
22.11.2015
Bałkany po raz drugi


O powrocie na Bałkany myślałem od dawna. Jechałem przez Bałkany równo 10 lat temu i bardzo dobrze wspominam tamtą podróż. Razem z Romanem odwiedziliśmy wtedy wiele ciekawych miejsc, przejechaliśmy wiele malowniczych dróg, ale jeszcze więcej miejsc i dróg ominęliśmy. Szczególnie Albanii nie mogłem sobie odżałować. Lata leciały, czasy się zmieniały, dzika Albania zaczęła się cywilizować. Coraz częściej docierały do mnie informacje o nowych asfaltowych drogach, o rozbieranych bunkrach, o budowanych hotelach. Albania znika w oczach. Trzeba się spieszyć, żeby ją zobaczyć zanim zniknie zupełnie. Chcę zobaczyć Albanię zanim pokryją ją siatką asfaltów i zanim stanie się celem autokarowych wycieczek. Ale nie tylko Albania ma zapomniane, szutrowe drogi. Ślęcząc godzinami nad zdjęciami satelitarnymi zacząłem odkrywać zapomniane drogi we wszystkich państwach byłej Jugosławii. I tak zaczął mi w głowie kiełkować pomysł na kolejną podróż: Bałkany off-road. Będzie ciężko, będzie pchanie obładowanych rowerów po kamieniach, ale będzie też tak pięknie, jak to tylko możliwe.

czytaj dalej >>>
11.11.2015
Dookoła Araratu - galeria zdjęć


Opowieść o wyprawie dookoła Araratu dobiegła końca. Od tylu lat chciałem go zobaczyć i w końcu się udało. Przy okazji udało się zobaczyć znacznie więcej, niż tylko Ararat. Sam Ararat stał się pretekstem do wspaniałej podróży po wschodniej Turcji i Zakaukaziu. O wszystkim możecie poczytać w relacji, a dzisiaj zapraszam na garść zdjęć z tamtej wyprawy. Zdjęcia pojawiały się już w kilku miejscach w sieci, ale potem zwykle znikały. Wciąż można je obejrzeć na picasaweb u Romana, a teraz znalazły swoje miejsce tam, gdzie powinny być od początku, czyli na sakwiarz.pl.

obejrzyj zdjęcia >>>
08.11.2015
Dookoła Araratu - Powrót przez Iran i Turcję


Z samego rana przekraczamy granicę z Iranem. Na przejściu pusto. Znudzony celnik podbija nam wizy i bez problemów puszcza dalej. Będąc jeszcze w Erywaniu pól dnia załatwialiśmy jakieś obowiązkowe ubezpieczenie, które niczego nie ubezpiecza, a tutaj, na granicy nawet o nie nie spytali. Na przejazd przez Iran mamy 3 dni. To niewiele, nie zapuścimy się nigdzie dalej. Musimy najkrótszą drogą jechać w stronę Turcji. Zresztą Iran nie jest celem tej wyprawy. jesteśmy tu z tego samego powodu, jak wcześniej w Gruzji. Po prostu nie da się z Armenii inaczej przedostać do Turcji jak przez Gruzję lub Iran. Wracając wykorzystujemy ten drugi wariant. Wjeżdżamy do Iranu praktycznie w ciemno. Nawet nie wiemy jakimi pieniędzmi się tu posługują. Na granicy wymieniamy armeńskie dramy na tutejsze riali i dopiero później próbujemy zorientować się jak wyglądają i ile są warte. Tak naprawdę, jakby nas oszukali na granicy z kursem wymiany, to nawet byśmy się nie zorientowali. Na podstawie tego, co mam w ręku próbuję przeliczać ceny i wychodzą mi jakieś śmieszne kwoty. Nie wiem czy źle liczę, czy tu jest aż tak tanio. Np. za obiad popijany oranżadą płacimy jakieś 7 zł. To chyba niemożliwe, w Turcji kosztuje to ok. 20 zł.

czytaj dalej >>>
11.10.2015
Dookoła Araratu - Armenia, część południowa


Monastyry. Stare, średniowieczne chrześcijańskie klasztory. Jest ich w Armenii bez liku. Nie wiem ile musiałaby trwać wyprawa, żeby odwiedzić wszystkie. Niektóre są tak głęboko ukryte w górach, że nawet najdokładniejsza mapa jaką widziałem, nie pokazuje żadnego dojazdu do nich. Inne są tak piękne lub tak malowniczo położone, że stały się atrakcją turystyczną. Widzieliśmy tylko kilka armeńskich monastyrów, ale jednego z nich trzeba okrzyknąć najpiękniejszym. To monastyr Tatev leżący na samej krawędzi potężnego wąwozu Vorotan.

czytaj dalej >>>
29.06.2015
Maroko - pierwsze wrażenia


O Maroku myślałem od dawna. Ze wszystkich afrykańskich państw jest najłatwiej dostępne, a przy tym niezwykle ciekawe. Szczególnie kusiły mnie góry Atlas. Są suche, surowe i piękne. Zdjęcia i filmy, jakie udało mi się zobaczyć rozgrzały wyobraźnię. Już siedząc w fotelu czułem żar na plecach i suchość w gardle. Emocjonowałem się każdym zakrętem, każdym znalezionym widokiem. Do tego marokańskie miasta, a szczególnie Fez. Nie Marakesz oblegany przez turystów i całkowicie im podporządkowany, tylko właśnie Fez, niewzruszenie tętniący życiem od tysiąca lat. To miasto się nie zmienia i jakby nagle zabrakło turystów, pewnie też by się nie zmieniło. Powoli w mojej głowie rysowała się trasa, zapamiętywały miejsca, których przecież jeszcze nie widziałem. W końcu zdałem sobie sprawę, że już nie ma odwrotu, że już nie będziemy tej podróży dłużej odkładać. Że właśnie w tym roku nadszedł czas na Maroko.

czytaj dalej >>>
17.05.2015

Dookoła Araratu - Górski Karabach


Dojechaliśmy do wschodniego krańca Armenii. Przed nami granica z... No właśnie nie wiadomo z kim. I nie wiadomo czy rzeczywiście jest tu jakaś granica. Górski Karabach oficjalnie należy do Azerbejdżanu, ale chyba przez przypadek, bo Azerów mieszka tam niewielu. Większość mieszkańców to Ormianie i uznający się za oddzielny naród - Karabaszanie. Wszystkiemu winien podział administracyjny Związku Radzieckiego, który był podstawą do tworzenia nowych państw na Zakaukaziu. W ten sposób chrześcijański Karabach został włączony do muzułmańskiego Azerbejdżanu. To nie mogło się udać. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku odżyły nadzieje Karabaszan na niepodległość. Wybuchło powstanie, które zostało wsparte przez Armenię i ostatecznie przez nią wygrane. Po zwycięskiej batalii Karabaszanie ogłosili niepodległość. Ich państwa nie uznał nikt na świecie, nawet... Armenia. Zamiast tego Armeńczycy uznali te tereny za swoje własne. Czym więc dziś jest Górski Karabach? Dla Azerów - okupowana część Azerbejdżanu. Dla Karabaszan - niepodległe państwo (mają swój rząd i ambasadę w Erywaniu). Dla Ormian - armeńska enklawa. Dla nas - wielka niewiadoma, przez którą chcemy przejechać.

czytaj dalej >>>
10.05.2015

Dookoła Araratu - Armenia, część północna


Już prawie zdążyłem zapomnieć jaki był cel wyprawy. Aaaa, Ararat. Tyle ciekawych miejsc za nami, że sam Ararat przestał być aż tak ważny. O jego istnieniu przypomina mi pierwsza reklama, jaką widzę w Armenii, zaraz po przekroczeniu granicy. Na ścianie niewielkiego sklepiku wisi ogromne zdjęcie butelki piwa Ararat. Ale to chyba nie o taki Ararat nam chodziło. Tym bardziej, że wśród tych wszystkich znakomitych, armeńskich piw, Ararat wypada dość słabo. Co prawda Armenia słynie głównie z koniaków, ale piwo też mają świetne.

czytaj dalej >>>
03.05.2015

Dookoła Araratu - Gruzja


Busy, autobusy, dolmusze. Mam już dość tych słów. To nie pierwsza moja wyprawa z Romanem. Myślałem, że go znam, a tymczasem Roman naciska na autobusy coraz bardziej. Teraz wysuwa propozycję przejechania połowy Armenii autobusem! Nawet nie chcę o tym słyszeć! Przez ostatnie kilka lat nie byłem z Romanem na żadnym wyjeździe. W tym czasie on nie próżnował, zrobił dwie naprawdę duże wyprawy, tyle, że... z plecakiem. I chyba już mu tak zostało. Teraz traktuje rower jak taki większy plecak, który w każdej chwili może wrzucić do busa. W Akhaltsikhe Po raz ostatni godzę się na busa. Przynajmniej takie mam postanowienie. Jedziemy do Vardzi, do miasta wykutego w pionowej skale wąwozu. Droga jest smętna i mało widokowa. Bus mija jakieś zapomniane wioski i powoli gubi pasażerów. W pewnym momencie skręca w wąwóz rzeki Kura i znów zaczynam żałować, że siedzę zamknięty w metalowym pudle. Chwytam strzępy widoków gapiąc się w okna. Próbuję panicznie robić jakieś zdjęcia, ale wszystko tak szybko umyka! Kolejna piękna droga przez piękny wąwóz została po prostu zmarnowana.

czytaj dalej >>>

Dookoła Araratu - Turcja


To było dawno, naprawdę dawno, a dokładniej 10 lat temu, gdy z Tomkiem Kłosińskim ruszałem pod Ararat. Porywaliśmy się na coś niemożliwego. Chcieliśmy pokonać 5000 km dzielące Polskę od Araratu. Z góry było wiadomo, że celu nie osiągniemy. I nie osiągnęliśmy. Splot różnych wydarzeń, a głównie wypadek jaki mieliśmy po drodze, spowodowały, że dojechaliśmy tylko w okolice Izmiru. Marzenia o Araracie jednak pozostały. Kilka lat później, w 2006 roku wyruszyłem w swoją drugą podróż pod Ararat. Towarzyszył mi wtedy Roman Wantoła. Udało nam się przejechać przez całą Turcję, ale Araratu znów nie osiągnęliśmy. I znów zostały tylko marzenia. Minęło kolejne 6 lat. A może tak znów pod Ararat? I znów z Romanem?

czytaj dalej >>>
śladem kolejki CPOW czerwcu nasze rowerowe wycieczki zdominował jeden temat: poszukiwanie śladów wąskotorowej kolejki CPO, jaka jeszcze kilkadziesiąt lat temu dojeżdżała do Szczecina. Efektem tych wyjazdów jest obszerna galeria zdjęć, do obejrzenia których zapraszam. Galerię uzupełniłem też o krótką historię kolejki.
Na stronie ciągle brakuje kilku wypraw, jakie odbyłem w ubiegłych latach. Dziś nieco uzupełniam tę lukę i zamieszczam relację z trasy z Polski do Wenecji, którą razem z Grażynką przejechaliśmy w 2009 roku.
Harpagan 47
Tej wiosny po raz kolejny wystartowałem w maratonie na orientację Harpagan 47. Zapraszam do przeczytania relacji i obejrzenia kilku zdjęć.
Ostatnie dni marca spędziliśmy z Grażynką na pieszej wędrówce przez Jurę Krakowsko-Częstochowską. Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z tego wypadu.
Szwajcaria 2013
Zapraszam do obejrzenia zdjęć z krótkiej, tygodniowej podróży do Szwajcarii, podczas której zdobyliśmy pięć dwutysięcznych przełęczy alpejskich.
W ostatnich latach coraz rzadziej wyruszam na wielotygodniowe wyprawy, ale od czasu do czasu pojawiają się krótsze wypady, których do wypraw bym nie zaliczył. Pozostają jednak po nich zdjęcia i wspomnienia. Do tej pory te zdjęcia były dostępne tylko dla mnie i najwyżej dla kilku wybranych osób. Dziś postanowiłem zamieścić je na tej stronie. Stworzyłem w tym celu nowy dział - wycieczki. Na razie znalazły w nim miejsce zdjęcia z siedmiu różnych wyjazdów. Jest coś z wypadów zagranicznych, coś z wypadów w okolice Szczecina, coś z bloga, którego kiedyś prowadziłem, a nawet zdjęcia z wypadów kajakowych. Z czasem dział ten będzie się powiększał. Zapraszam.
W końcu, po latach zamieściłem relację z mojej niezbyt udanej podróży do Portugalii.
Wszystkim, którzy uczestniczyli we wczorajszym pokazie slajdów z wyprawy rowerowej dookoła góry Ararat bardzo dziękuję. Relacji z tej podróży na mojej stronie ciągle nie ma, ale swoją galerię zdjęć zamieścił już Roman. Zapraszam więc do niego.
Harpagan 44
Zapraszam do przeczytania obszernej relacji z maratonu Harpagan 44, który odbył się w miniony weekend w Redzikowie k. Słupska.
Nordkapp 200101.08.2012
Wiele lat temu, w 2001 roku pojechaliśmy na wyprawę do Norwegii, która zakończyła się osiągnięciem przylądka Nordkapp. Dopiero teraz udało mi się napisać parę słów o tej podróży i zamieścić zdjęcia. Trochę to trwało, ale zapraszam do poczytania/pooglądania.
Niedawno zakończyłem kolejną swoją podróż. Tym razem ponownie wybrałem się na wschód, do Turcji, a potem jeszcze dalej, do Armenii. Relacja z tej podróży kiedyś pojawi się na stronie, ale na razie można poczytać o niej na moim blogu: sakwiarz.bikestats.pl. Zapraszam. Natomiast na tej stronie wspominek z dawnych lat ciąg dalszy. Dziś chciałbym opowiedzieć, jak to się wszystko zaczęło. Zapraszam do przeczytania relacji z wyprawy dookoła Polski z 1999 roku.
Harpagan 4323.04.2012
Od kilku lat nie brałem udziału w żadnych maratonach. W tym roku postanowiłem to zmienić i ponownie sprawdzić swoje możliwości. Okazją był odbywający się w Czarnej Wodzie Harpagan 43. Ciekawe jak bardzo zmienił się przez ten czas i czy ja jeszcze mu podołam?
Alpy 200018.12.2011
Dawno nie było na stronie żadnych aktualizacji, ale strona nadal żyje. Dziś dodałem coś ze starych dziejów, wyprawę przez Alpy z 2000 roku.
Zapraszam do obejrzenia zdjęć z wyprawy rowerowej z Polski do Portugalii. Relacja pojawi się już niedługo.
NA SKRÓTY:

FORUM:

POLECAM:

KONTAKT:

POLECAJ STRONĘ: